„Człowiek jest integralną całością, stan naszego ciała wpływa na stan naszego ducha, i odwrotnie, a poprzez pracę nad ciałem i oddechem poprawiamy również jakość naszych myśli i życia jako takiego”.
Tym optymistycznym akcentem chciałabym wprowadzić Cię w świat drugiej, niezawodnej metody pobudzania radości jaką jest joga śmiechu. Jednak zanim zapoznam Cię z formą aktywności, która budzi we mnie dziecięcą radość, proszę przeczytaj najpierw o tym, czym jest tradycyjna joga, o której być może już słyszałaś.
Joga to ścieżka samodoskonalenia człowieka, która pochodzi z Indii. „Dla większości praktykujących jogę na świecie jest ona sposobem na bardziej zdyscyplinowane i zarazem radosne życie, jest nauką służącą lepszemu zdrowiu i większemu spokojowi na tej pędzącej naprzód w zawrotnym tempie planecie”. Okazuje się, że joga została doceniona przez Organizację Narodów Zjednoczonych w dniu 11 grudnia 2014 roku (rezolucja nr 69/131 ustanawiająca dzień 21 czerwca Międzynarodowym Dniem Jogi).
Jesteś ciekawa jak powstała joga śmiechu i o co chodzi z tym śmiechem?
Joga śmiechu powstała na skutek połączenia ćwiczeń śmiechowych (zrozumiałych dla wszystkich ludzi bez względu na to, kim są i skąd pochodzą) z ćwiczeniami oddechowymi jogi oraz relaksacjami. Od roku 1995 jej popularność nieustannie rośnie. W ponad 70 krajach powstały tysiące klubów śmiechu. W dodatku joga śmiechu praktykowana jest w licznych szkołach oraz na uniwersytetach, ale także w znanych korporacjach i w firmach, ośrodkach dla seniorów jak również w grupach samopomocowych dla chorych na raka.
Domyślasz się w jaki sposób należy się śmiać na warsztatach jogi śmiechu? Podpowiem Ci: bez przerwy, głośno, długo oraz głęboko (z przepony). Przez jaki czas? Nie mniej niż przez 10-20 minut. To właśnie wtedy śmiech działa najsilniej.
Myślisz, że dałabyś radę śmiać się w taki sposób? Pamiętając o tym, by śmiać się dużo i nie zaprzątać sobie głowy myślami, czy to, co robisz jest w porządku? Pewnie sobie teraz pomyślałaś: Ale jak to? Miałabym się śmiać bez konkretnego powodu?!
Czy rzeczywiście trzeba mieć powód, aby się śmiać? Wyobraź sobie, że tak kiedyś myślałam. Do czasu aż pojawiłam się na pierwszej sesji jogi zabawy połączonej z jogą śmiechu. Musisz wiedzieć, że na sesji jogi śmiechu wcale nie są potrzebne jakieś specjalne treści. Dlaczego? Ponieważ wystarczy, że masz ciało, głos i oddech. I powiem Ci, że biorąc udział w takim grupowym chichotaniu mój nienaturalny śmiech trwał zaledwie chwilę. A potem? Zaczęłam śmiać się spontanicznie. Do rozpuku. Nie mając przy tym konkretnego powodu.
Czy na co dzień znajdujesz czas i okazje ku temu, by śmiać się w sposób w jaki umożliwia to sesja jogi śmiechu?
Kto wymyślił jogę śmiechu? Doktor Madan Kataria z Indii – lekarz, internista. To on zainspirował się lekturami medycznych artykułów o pożytecznych właściwościach śmiechu, po czym postanowił sprawdzić, czy da się zrobić coś, aby dorośli ludzie śmiali się więcej niż statystycznie 10 razy w ciągu dnia podczas, gdy dzieci śmieją się 300 razy? To on zorganizował pierwsze sesje jogi śmiechu w parku (Bombaj), a było to w marcu 1995 roku. Początkowo doktor próbował śmiać się razem z grupą kilku zagadanych w parku osób poprzez opowiadanie sobie dowcipów. Na pierwsze spotkanie przyszło 5 osób. Uczestnicy dobrze się bawiąc i mając ochotę na więcej zaczęli spotykać się w parku codziennie, przyprowadzając swoich bliskich oraz znajomych.
W miarę upływu czasu liczba osób przychodzących na spotkania zaczęła się zwiększać nawet do 40. Lecz co się dzieje po tygodniu spotkań? Ludziom kończą się przyzwoite dowcipy, zaczynają się ostre spory, ponieważ dla jednych kontrowersyjne kawały są śmieszne, a dla drugich rasistowskie, seksistowskie, polityczne. W odpowiedzi na to doktor Kataria prosi o cierpliwość i o jeszcze jedną szansę, aby spotkać się następnego dnia. W artykule naukowym znajduje ciekawą informację o tym, że nasze ciało nie rozróżnia pomiędzy śmiechem wywołanym świadomie, a spontanicznym. Istotne jest pobudzenie pracy przepony, która rusza się nawet przy wywoływanym ćwiczeniowo „ha, ha, ha”! Lekarz wyszedł z nową propozycją, aby tym razem spróbować wywołać śmiech przy pomocy prostych ćwiczeń. Z kolei dzięki temu, że uczestnicy byli w grupie i utrzymywali kontakt wzrokowy, zarażali siebie śmiechem. To był strzał w dziesiątkę! Ćwiczenia się sprawdziły i od tamtej pory pozwalają setkom tysięcy ludzi na całym świecie śmiać się, gdy tylko będą mieli na to ochotę – spontanicznym śmiechem. Właśnie wtedy okazało się, że nie potrzeba poczucia humoru, aby się śmiać, a za sprawą łatwych i zrozumiałych zarówno dla dorosłych, seniorów jak i dzieci, na całym świecie ćwiczeniom, które wywołują śmiech można rozwinąć poczucie humoru.
Jesteś ciekawa, skąd dowiedziałam się o jodze śmiechu? Z czasopisma psychologicznego. Musisz wiedzieć, że czasopismo, które od pewnego czasu towarzyszy mi w podróży podczas każdego wyjazdu na wakacje, jest wspaniałym partnerem w rozmyślaniach. To właśnie w jednym z numerów z dziecięcą ciekawością podeszłam do tego, co było napisane na temat jogi śmiechu. Jeśli podobnie jak ja lubujesz się w psychologii i rozwoju osobistym, to zachęcam Cię do zgłębiania wartościowych treści jakie znajdują się w tego typu czasopismach.
Czytając tak o dobroczynnych właściwościach śmiechu i będąc zarazem ciekawą jak takie warsztaty wyglądają w praktyce, pokusiłam się o sprawdzenie na Facebooku, czy są one organizowane w Poznaniu. I co się okazało? Są! Szybko przystąpiłam do działania, namawiając jedną z moich koleżanek, by następnie zapisać nas na naszą, pierwszą sesję jogi śmiechu. Jak się potem okazało były to warsztaty jogi zabawy połączone z jogą śmiechu.
Nawet nie pytaj, co czułam po wejściu do pomieszczenia, w którym za chwilę miały odbyć się wspomniane zajęcia. Już dawno nie czułam się tak nieswojo jak wtedy… obawa. Niepewność. Niepokój. Niecierpliwość. Zdenerwowanie. Ciekawość. Z takimi emocjami spotkałam się, nie wiedząc, czego jeszcze za chwilę tu doświadczę…
W grupie było nas około 10 osób. Stojąc tak zarówno obok jak i naprzeciwko obcych mi ludzi (poza koleżanką Martą) i nie wiedząc, co mnie tu czeka, zaczęłam mieć wątpliwości, czy to był dobry pomysł, aby wybrać się na te warsztaty. W mojej głowie pojawiały się myśli typu: z pewnością zaraz się tu skompromituję, robiąc z siebie totalną idiotkę! A co, jeśli nie będę potrafiła czegoś zrobić albo zrobię coś źle? To oczywiste, że wtedy wszyscy będą się ze mnie śmiali! Po co mi to? A co, jeżeli Marcie się nie spodoba? W końcu to ja namówiłam ją na ten wyjazd.
Czy czułam się pewnie i komfortowo w nowej sytuacji? Oczywiście, że nie. Najbardziej stresujące było dla mnie pierwsze 5 minut. Dlaczego? Ponieważ każdy z nas miał się przedstawić, a następnie zaprezentować innym swój śmiech. Wyobrażasz sobie? Miałam pokazać ludziom, których pierwszy raz na oczy widziałam jak się śmieję! Zachęta ze strony prowadzącej i reszty uczestników brzmiała mniej więcej tak: „Moniko, pokaż nam jak się śmiejesz”. To właśnie w tamtym czasie pomyślałam sobie, że to chyba jest jakaś sekta! I to był moment, kiedy zapragnęłam podziękować, a następnie uciec stamtąd, gdzie pieprz rośnie!
W odpowiedzi na te słowa zadaniem każdego z nas było najpierw wyrażenie buntu, po czym za chwilę każdy z uczestników ponownie został poproszony o pokazanie jak się śmieje i to była ta chwila, w której trzeba było zacząć się śmiać. Obserwując jak robią to inni (zanim przyszła kolej na mnie) i następnie podczas wykonywania przez siebie tego zadania, uznałam, że to jest naprawdę głupie! A potem coś się zmieniło… po kilku minutach śmiania się w grupie poczułam jak zaczyna schodzić ze mnie całe napięcie, przywitałam się z rozluźnieniem, przeganiając myśli o ucieczce. I wiesz, co było później? Zaczęło mi się podobać! Dalej byłam tak samo ciekawa jak na początku, co jeszcze przyjdzie mi robić podczas tego spotkania…
Powiem Ci, że uczestnicząc w tym warsztacie zauważyłam, że mój śmiech tylko przez kilka minut był sztuczny i wymuszony, po czym szybko przerodził się w naturalny i spontaniczny. Jakby tego było mało – zaczęłam śmiać się na głos, zauważając przy tym, że nie wszystkim łatwo przychodziło śmianie się w taki sposób. Czy wiesz, że te sesje „śmiechowe” stwarzają świetną okazję do tego, by popracować nad swoim głosem, otwierając się na niego?
Źródło:
1. P. Bielski, Joga śmiechu. Droga do radości, Fundacja Jogini Śmiechu, Warszawa 2016.
2. M. Sadkowska, Stworzeni do radości, „Sens” psychologia dla ciebie, Nr 2/2017.
3. J. M. Berent, Ze śmiechem Ci do twarzy„Sens” psychologia dla ciebie, Nr 7/106 lipiec 2017.
Komentarze
Prześlij komentarz